Czuję, że spieprzyłam sprawę. I to nie wczoraj czy dzisiaj. Spieprzyłam sprawę już w momencie narodzin. Nie ukrywam – jest mi z tym źle. Czasami nawet żałuję, że mnie nie wyskrobano.
Niby żyję coraz dłużej, ale w miarę upływu czasu staję się jeszcze większą idiotką niż byłam. Niby walczę, ale im bardziej mi na czymś zależy, tym większą porażkę odnoszę. Niestety, przestać już nie mogę.
„Jeśli walczysz, to możesz przegrać, jeśli przestałeś walczyć, to już przegrałeś” – Bogdan Wenta
Ciężko jest żyć w zawieszeniu między jednym wysłanym CV a telefonem, gdzie osoba po drugiej tronie zaprasza na kolejną rozmowę kwalifikacyjną. To prawdziwa szkoła życia i cierpliwości. Im dłużej to trwa, tym człowiek bardziej oddala się od rzeczywistości i zaczyna odmierzać czas nie dzieląc go na dnie i noce, lecz na dnie, w których albo zadzwoni telefon, albo pojawi się nowa szansa na wyciągnięcie się z finansowego dołka.
Ponoć już po trzech miesiącach bezowocnych poszukiwań można utracić pogodę ducha. Tylko że wówczas szanse znacząco maleją, bo pracodawcy raczej nie chcieliby przyjąć ponuraka, który uważa, iż nic mu w życiu nie wychodzi. To nie jest takie proste zachować radość życia, zwłaszcza kiedy jest się bezrobotnym od wielu lat (tu nie chodzi o mnie – podaję przykład). Ale jak tu się uśmiechać, gdy z dnia na dzień ubywa powodów do uśmiechu jak dziennej stawki żywieniowej na talerzu.
Ostatni komentarz (autor i wpis)