Latam tu i tam niczym wariatka. Jak zaczerpnę grypowego powietrza, to wrócę do domu, położę się do łóżka i zacznę chorować. Z dwojga złego już wolę mróz, co tak niby strasznie trzeszczał jeszcze jakiś tydzień albo dwa tygodnie temu, gdy większość (jeśli nie wszyscy) przeziębionych i zagrypionych siedziała w domach, zamiast pracować (i prawidłowo!).
Może i mogłabym zostać w domu, ale miałam dzisiaj kilka spraw do załatwienia. Na przykład złożyłam ankietę z wybranymi szkoleniami w Urzędzie Pracy. Jak się uda, to może nauczę się kompleksowo obsługiwać biuro i szybciej znajdować dla siebie pracę, inaczej będzie kiepsko – ze mną i moimi pozostałymi oszczędnościami, które już powoli topnieją.
Długo nie pisałam. Fakt, pewne rzeczy uległy zmianie, ale nie wszystkie. Nadal jestem bezrobotna. Praktycznie przestałam wychodzić z domu (ale jeszcze nie z łóżka – jak widać), bo każdy dłuższy lub krótszy spacer w moim przypadku oznacza z reguły jakiś większy lub mniejszy wydatek. Tak czy owak – rachunki będę musiała kiedyś opłacić, a na razie tylko się do tego przymierzam.
Co nowego w sprawie pracy? Ciągle szukam, choć ofert jest już znacznie mniej. Wysłałam jedno CV. Z portfolio. Oczywiście nikt nie odpowiedział. Czasem pomogę tu i ówdzie, nawet za darmo, dla zdobycia doświadczenia. Udzielam się i moderuję forum webmasterskie; od jego administratora dostałam zlecenie utworzenia szkieletu portalu (mam już w głowie jeden pomysł, choć nie wiem czy będzie on udany). Współpraca z pewnym biznesmenem układa mi się w miarę dobrze, choć to od wyników mojej pracy będzie zależało czy otrzymam z tego tytułu jakieś profity.
Od niedawna uczę się stosowania bibliotek Smarty w szablonach PHP. To mi pomoże trochę szybciej opracowywać projekty, choć i tak w jakimś sensie będę musiała zmieniać się z projektantki w programistkę usiłującą napisać jakiś prosty, działający skrypt. Tylko raz w życiu udała mi się ta sztuka, ale nie dotyczyła języka PHP, tylko C/C++, zresztą było to już dawno temu.
I tak, i nie. Na horyzoncie pojawiła się nowa nadzieja. Oznacza ona jednoczesną przeprowadzkę w zupełnie inne miejsce, do mniejszej miejscowości. Już raz tak próbowałam – w maju. Chciałam wyjechać do Poznania, ale wówczas jeszcze się wahałam czy w ogóle warto to robić. Dziś już by tego wahania nie było.
Gdybym miała w tej miejscowości pracować, najchętniej wynajęłabym mały pokoik o powierzchni do dziesięciu metrów kwadratowych. Tyle mi wystarczy na początek. Skoro jakoś mieszczę się ze wszystkim na ośmiu metrach, to maksymalnie dodatkowe dwa nie powinny stanowić jakiegokolwiek problemu. Ważne aby miał okno, drzwi i był umeblowany. O dostępie do WC i łazienki nie wspomnę, bo to powinien być standard.
To tyle, jeśli chodzi o chęci. Pracodawca też musi znaleźć chęć, aby mnie zatrudnić. A dlaczego ja chcę? Bo widzę siebie na tym stanowisku. Bo jest mi dobrze, gdy czuję się komuś potrzebna. Bo mogę w czymś pomóc w ramach moich obowiązków. I najważniejsze — bo lubię to robić. Webmastering jest moją pasją i chcę się w nim specjalizować, a taka praca to dla mnie wielka szansa.
Napisałam swój pierwszy w życiu list motywacyjny. Różne miałam perypetie związane właśnie z nim. Począwszy od bardzo marnej wiedzy na temat działu bądź osoby, do której mam go skierować, a skończywszy na umotywowaniu dlaczego chcę tam pracować. Poza obsługą kasy fiskalnej, nie mam innych umiejętności czy nawet urody tak potrzebnej sprzedawcy ani nie wierzę w siebie.
Ponoć taki list najlepiej świadczy o samym pracowniku. Jeśli po wysłaniu tejże aplikacji do konkretnego potencjalnego pracodawcy, kandydatura zostanie odrzucona, oznacza to, iż nie spełniła ona oczekiwań. Będę czekać na telefon, na jakikolwiek znak.
Podświadomie czuję nadchodzące załamanie. Ponoć dotyka to niemal każdego bezrobotnego, który pozostaje niezatrudniony dłużej niż kilka tygodni. Nie chcę, aby mnie to znowu nawiedzało. Staram się przed tym stanem bronić, ale na jak długo wystarczy sił i ochoty do życia – nie wiem.
Tak, wiem. Można sobie wymagać, bozia jedna wie co. Ale nie w momencie, gdy granice na Zachód są otwarte na oścież, a poziom bezrobocia (podobno) jest na poziomie 10% – dla pracodawcy może się okazać to zbyt niebezpieczne, po prostu nie znajdzie pracownika.
Granica przyzwoitości musi gdzieś istnieć. Czy właściwe jest wymaganie od kandydata na stanowisko sprzedawcy w sklepie owocowo-warzywnym przesłania listu motywacyjnego? Po co sprzątaczce biegła znajomość dwóch języków obcych? Do czego może się przydać zdjęcie w CV, którego właściciel aplikuje na stanowisko pracownika call center – czyżby głos się mniej liczy? I wreszcie – o czym nie ma pojęcia webmaster-samouk, a wie student V roku informatyki? Talent i portfolio to nie wszystko?
Tyle różnych pytań i jak zwykle mało kto lubiłby strzelać w sobie w stopę. Nie mniej jednak życzę przedsiębiorcom powodzenia w rozwijaniu biznesu :)