Category: Szukam pracy


Telefon milczy już od miesiąca. A dziś mam szczególnie ciężki dzień. Od rana nic mi nie wychodzi. Moje oczy co chwila wypełniają się łzami. Ale muszę jakoś przetrwać ten okres, chociaż nie jest to łatwe, zwłaszcza wtedy, gdy ma się świadomość zostania olanym po raz kolejny przez kogoś innego.

Czy doczekam się chwili, w której obwieszczę w pełnym entuzjazmu i zadowolenia z siebie wpisie, że wreszcie znalazłam pracę o jakiej marzyłam? Czy znajdzie się ktoś, kto weźmie mnie pod swoje skrzydła? Nie chcę przez resztę życia utrzymywać się z programów partnerskich.

Ech. Idę tworzyć projekt na zlecenie.

Długo nie pisałam. Fakt, pewne rzeczy uległy zmianie, ale nie wszystkie. Nadal jestem bezrobotna. Praktycznie przestałam wychodzić z domu (ale jeszcze nie z łóżka – jak widać), bo każdy dłuższy lub krótszy spacer w moim przypadku oznacza z reguły jakiś większy lub mniejszy wydatek. Tak czy owak – rachunki będę musiała kiedyś opłacić, a na razie tylko się do tego przymierzam.

Co nowego w sprawie pracy? Ciągle szukam, choć ofert jest już znacznie mniej. Wysłałam jedno CV. Z portfolio. Oczywiście nikt nie odpowiedział. Czasem pomogę tu i ówdzie, nawet za darmo, dla zdobycia doświadczenia. Udzielam się i moderuję forum webmasterskie; od jego administratora dostałam zlecenie utworzenia szkieletu portalu (mam już w głowie jeden pomysł, choć nie wiem czy będzie on udany). Współpraca z pewnym biznesmenem układa mi się w miarę dobrze, choć to od wyników mojej pracy będzie zależało czy otrzymam z tego tytułu jakieś profity.

Od niedawna uczę się stosowania bibliotek Smarty w szablonach PHP. To mi pomoże trochę szybciej opracowywać projekty, choć i tak w jakimś sensie będę musiała zmieniać się z projektantki w programistkę usiłującą napisać jakiś prosty, działający skrypt. Tylko raz w życiu udała mi się ta sztuka, ale nie dotyczyła języka PHP, tylko C/C++, zresztą było to już dawno temu.

Przyszedł kolejny tydzień i – póki co – nikt się nie odezwał. Jak zwykle, zresztą. Już dawno powinnam była się przyzwyczaić do myśli, że tej pracy jednak nie znajdę. Koniec nadziei. To jest tak piękne, że aż niemożliwe, aby stało się rzeczywistością.

Nie można polegać na Bogu, bo on jest w stanie wykarmić jedynie kapłanów, a nie takiego zwykłego człowieka jak ja. Nie da mi pracy ani nie pogłaszcze po głowie, że przynajmniej szukam, bo gdy przestanę, to z pewnością nie znajdę.

Nie zakwalifikowałam się na testera gier. Niestety – takie są fakty. Na lepsze czasy nie ma co liczyć: codziennie dzieją się rzeczy, które wcale nie pomagają mi żyć. Ja więdnę, każdego dnia umieram na oczach wszystkich, którzy czytają ten wpis.

Testy

Miałam dziś test na spostrzegawczość. Odbyły się w ramach rekrutacji na stanowisko testera gier w pewnej firmie.

W jaki sposób został on przeprowadzony? Ano – przysłano mi e-maila z zadaniami i miałam dwie godziny na to, aby dostrzec tam wszelkie znajdujące się błędy i je zaznaczyć, a potem spakować i wysłać w odpowiedzi na e-mail.

Jak mi poszło? Okaże się w przyszłym tygodniu. Tak właśnie napisał Tester Leader, który jest niejako współodpowiedzialny za proces rekrutacji nowych pracowników pod kątem poziomu ich spostrzegawczości.

Może ja tylko tracę czas, żyjąc na tym świecie? Może nie powinnam w ogóle istnieć? Jestem głęboko rozczarowana. Wysłałam swoje CV wszędzie, gdzie tylko mogłam i znów się skończyło jedynie na rozmowie kwalifikacyjnej. A tak się starałam… Chciałam pracować. Gdziekolwiek. I wszystko na nic. Nikt mnie nie chce.

Jestem głupia. Bo nie mogę znaleźć sobie jakiejkolwiek pracy. Jestem darmozjadem, ponieważ na moje leki idzie co miesiąc kupa kasy z pieniędzy legalnie pracujących obywateli. Do niczego się nie nadaję, choćbym nie wiem jakie studia skończyła, ile czasu poświęciłabym na szukanie pracy, przygotowanie CV i listu motywacyjnego, wysyłanie, oczekiwanie na telefon, to i tak niczego sobie nie znajdę, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy ode mnie. Jestem nienormalna, dlatego, że szukam.