Nie ma nadziei na odrodzenie. Jest tylko mamienie i hipokryzja. I czułe słówka, gesty…
Pewnie zaraz dostanę po gębie.
Bo nie powinnam była myśleć.
A jak już pomyślałam, to nie powinnam była napisać.
A jak już pomyślałam i napisałam, to nie powinnam była się podpisywać pod własnymi słowami na własnym blogu.
A jak już pomyślałam, napisałam i się podpisałam, to nie powinnam się potem dziwić.
View full article »
Elegante, wersja beta. Badając go pod kątem designu — ładny, ale mało przystosowany do moich, notabene, dość wyrafinowanych potrzeb dotyczących tegoż bloga. Jest tu kilka błędów, które chciałabym poprawić. View full article »
Zainstalowałam dwie wtyczki. Jedna z nich jest ułatwieniem, druga – utrudnieniem, jednak owo utrudnienie nie wynika z mojej niechęci do Was, a jedynie bezpieczeństwa. Po prostu chcę, aby mój blog był wolny od spamu. Pracuję też nad nowym wyglądem strony. View full article »
młodą kotkę. Umaszczenie nie gra roli. Sterylizacja mile widziana.
Grypa straszy. Nie wiem po co. Zasiać panikę jest prosto, ale odszczekać to już nie ma komu. Zupełnie jak plotka. Nie da się pozbierać porozsiewanych po całym świecie gęsich piór, które wyleciały z rozdartej poduszki. Ten, kto oglądał film “Wątpliwość”, wie co mam na myśli.
Każda choroba, dajmy na to grypa, którą przebył człowiek, pozostawia w jego ciele ślad. Ślad w postaci wyspecjalizowanych komórek limfatycznych odpowiedzialnych za nabytą odporność. Normalne – jeśli człowiek zachorował i wyzdrowiał, to z grubsza znaczy, że jego organizm znalazł sposób na chorobę (szczep bakterii, nowa mutacja wirusa, pierwotniaka – wstaw, co uważasz za słuszne). O ile nie nastąpią zmiany genetyczne w w/w organizmach, ów człek nie zachoruje ponownie. Bo wyszkolone odpowiednio grupy białych krwinek, co posiadają i doskonale znają specjalny wzór (kod, sygnaturę – tu też wpisz, co chcesz) obcego i niepożądanego ciała, nie dopuszczą więcej do tego. Tak właśnie działa odporność organizmu.
Pozwolę sobie zadrwić z nowej odmiany grypy, która ostatnio “szaleje” w Meksyku, USA, a ostatnio zahaczyła o Nową Zelandię. A mówię tak, ponieważ:
- sama nie pamiętam kiedy ostatnio chorowałam na grypę,
- w mojej rodzinie na grypę chorowali już chyba wszyscy, poza mną (taty nie liczę, bo on już od dawna chodzi, kaszle i smarka – to nie musi być grypa, raczej obturacyjna choroba płuc, czyli takie permanentne zapalenie płuc – gdyż od lat ćmi faje jak przysłowiowy smok) i to mnie dziwi oraz zaskakuje, zwłaszcza że odporność mam obniżaną regularnie od ponad sześciu lat,
- pragnę was uspokoić :-) Pamiętajcie, na teraz i na zaś – cokolwiek się będzie działo – jeśli nie wy się obronicie przed “nową zarazą”, to ktoś inny, a ludzkość będzie istniała dalej.
***
Druga sprawa: portfolio jakie jest – każdy widzi.
***
Do końca szkolenia z zakresu kompleksowej obsługi biura pozostały dwa tygodnie. Kwiecień obfitował w mnóstwo nowych wrażeń i doświadczeń. Dla przeżycia takich dni warto składać ankietę w Urzędzie Pracy po raz kolejny :-)
Ostatni komentarz (autor i wpis)