Ostatnimi czasy sporo się ich zbiera. Zdecydowanie więcej niż zwykle. Chcąc nie chcąc poświęciłam im parę minut swojego cennego czasu. Nie okazały się jednak niczym niezwykłym.
Tekst w języku angielskim, pełno medycznych pojęć, brak znaków interpunkcyjnych, po dziesięć łączy w każdym z nich, a linijek to chyba ze dwadzieścia, jeśli nie więcej. Sprawa jest jasna – tych komentarzy nie napisał człowiek, one zostały wygenerowane przez automat. Żeby chociaż nie miały one większego sensu, ale nie – swoją treścią przypominają teksty reklamowe. Precle. Wypisz, wymaluj. Ręce mi opadły.
Dobrze, że mam Akismet. Moje oczy cieszy zaznaczona opcja zatwierdzania komentarzy przez administratora. Póki co, pojawiają się tu treści, które nie przypominają ani bezsensownego spamu w postaci zlepków liter wyplutych przez generator, ani bardziej sensownego spamu wyglądający jak artykuł pozycjonujący.
Byle tak dalej.
Przyszedł kolejny tydzień i – póki co – nikt się nie odezwał. Jak zwykle, zresztą. Już dawno powinnam była się przyzwyczaić do myśli, że tej pracy jednak nie znajdę. Koniec nadziei. To jest tak piękne, że aż niemożliwe, aby stało się rzeczywistością.
Nie można polegać na Bogu, bo on jest w stanie wykarmić jedynie kapłanów, a nie takiego zwykłego człowieka jak ja. Nie da mi pracy ani nie pogłaszcze po głowie, że przynajmniej szukam, bo gdy przestanę, to z pewnością nie znajdę.
Nie zakwalifikowałam się na testera gier. Niestety – takie są fakty. Na lepsze czasy nie ma co liczyć: codziennie dzieją się rzeczy, które wcale nie pomagają mi żyć. Ja więdnę, każdego dnia umieram na oczach wszystkich, którzy czytają ten wpis.
Za młody, by umierać, za stary, by żyć – dziwna konkluzja, jakaś taka zawieszona w próżni. Niebezpieczna myśl, prowadząca do depresji. Najkrótsza droga do nędzy. Każe czekać na lepsze czasy. A jeśli nie nadejdą? Czy rzeczywiście mądrym posunięciem jest pozostawianie takich ludzi na pastwę losu? Uznanie ich za niepotrzebnych w pracy tylko z racji wieku, bo kadra musi być przede wszystkim młoda i lepiej wykształcona?
Kto powiedział, że średnia wieku w zespole powinna wynosić 20 lat? Trzydziestopięciolatek nie jest, wbrew pozorom, starym próchnem, jak mawiają niektórzy, wręcz przeciwnie – całkiem młody i jednocześnie już doświadczony. Wie na czym stoi i na co go stać, myśli rozsądnie, nie bierze ceny za swoją pracę z sufitu. To wręcz idealny partner w interesach.
Mam prośbę: choć jestem młoda – w przyszłej pracy przyda mi się ktoś dojrzalszy, ktoś, kto podpowie jak pracować lepiej.
Kiedyś bezrobocie wpędzało społeczeństwa w biedę. Dopiero od jakiegoś czasu jest sposobem na życie. Słychać głosy, że ci ludzie – zwłaszcza uprawnieni do pobierania zasiłku – przychodzą do pracodawców jedynie po pieczątkę, bo są już zatrudnieni… oczywiście na czarno.
Możliwe, że mają swoje powody. Praca w Polsce jest obłożona ciężkimi pozapłacowymi kosztami – między innymi kilkoma składkami i podatkiem – wcale mnie to nie dziwi, że przedsiębiorcom zatrudnienie osoby z małym doświadczeniem (lub bez niego) często się w ogóle nie opłaca. Istnieje ku temu szereg przesłanek: powolność i częstokroć brak wiedzy pracownika, koszty jego przeszkolenia. Do tego trzeba mieć dużo cierpliwości, bo nowy pracownik nieprędko się wdroży.
Mimo wszystko umowa między pracodawcą a pracobiorcą wiąże obie strony. Gwarantuje pracownikowi otrzymanie zapłaty za wykonaną pracę – bez tej umowy można liczyć jedynie na uczciwość drugiej strony, a ta nie bywa zbyt częsta, zwłaszcza gdy żyje się w kraju, gdzie poza kombinowaniem i oszukiwaniem okazywanie innych, bardziej ludzkich cech się nie opłaca.
Tak, wiem. Można sobie wymagać, bozia jedna wie co. Ale nie w momencie, gdy granice na Zachód są otwarte na oścież, a poziom bezrobocia (podobno) jest na poziomie 10% – dla pracodawcy może się okazać to zbyt niebezpieczne, po prostu nie znajdzie pracownika.
Granica przyzwoitości musi gdzieś istnieć. Czy właściwe jest wymaganie od kandydata na stanowisko sprzedawcy w sklepie owocowo-warzywnym przesłania listu motywacyjnego? Po co sprzątaczce biegła znajomość dwóch języków obcych? Do czego może się przydać zdjęcie w CV, którego właściciel aplikuje na stanowisko pracownika call center – czyżby głos się mniej liczy? I wreszcie – o czym nie ma pojęcia webmaster-samouk, a wie student V roku informatyki? Talent i portfolio to nie wszystko?
Tyle różnych pytań i jak zwykle mało kto lubiłby strzelać w sobie w stopę. Nie mniej jednak życzę przedsiębiorcom powodzenia w rozwijaniu biznesu :)