Podjadam go powoli jak ciastka z wiśniową galaretką, które uwielbiam i za którymi tęsknię ilekroć się skończą. Łykam, bo mi się nudzi, bo jest nieznośny upał i duchota, bo chcę poznać coś nowego.
Strukturalny język zapytań, używany w relacyjnych bazach danych. Niegdyś moja zmora, a dziś zaprzyjaźniam się z jego składnią. Pierwsza baza, dodanie użytkownika, hasła, potem pierwsza tabela. Następnie sięgnę po kwerendy. Do własnego CMS-a jeszcze za daleko, ale niech zaistnieje choćby i ten bardzo ogólny zarys.
O coś zapytam, sięgnę pamięcią, resztę odnajdę. Google wie wszystko.
« Back to school cz. VI. Jedną nogą w semestrze trzecim You don’t fool me, sir »

