Nie ma nadziei na odrodzenie. Jest tylko mamienie i hipokryzja. I czułe słówka, gesty…
Pewnie zaraz dostanę po gębie.
Bo nie powinnam była myśleć.
A jak już pomyślałam, to nie powinnam była napisać.
A jak już pomyślałam i napisałam, to nie powinnam była się podpisywać pod własnymi słowami na własnym blogu.
A jak już pomyślałam, napisałam i się podpisałam, to nie powinnam się potem dziwić.
Nie płaczę za kimkolwiek. Żal mi jest tylko niektórych osób. Nie chadzam za baranem jako naczelnikiem stada — jestem czarną owcą, która jeśli w ogóle słucha, to w pierwszej kolejności siebie. Z jednym się tylko zgodzę — że w ogóle wypada. Byle nie nachalnie, nie fanatycznie, nie bez przerwy.
« Coraz trudniej Back to school cz. V. Wkrótce sesja i praktyki »


Ale właściwie o jakie odrodzenie Ci chodzi? Kto lub co i po co miałby się odradzać?
Nie rozumiem też, co Twoim zdaniem wypada – napisałaś to dosyć niejasno.
To jest komentarz do wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich siedmiu dni.