Coraz trudniej iść przez życie z uśmiechem, z podniesioną głową. Nie ma pracy, za chwilę zabraknie pieniędzy, toteż wkrótce nie będzie niczego. Istnieje groźba, że strona nabezrobociu.com zniknie z sieci, ponieważ nie będzie mnie stać na jej utrzymanie. Istnieje groźba, że zostanę odcięta od dostępu do Internetu, bo nie będzie mnie stać na jego opłacanie. Prośby o pieniądze na leki i bilet do szkoły (obie rzeczy to konieczność) będę musiała słać do kogoś innego. Kiedy kasa się skończy, pozostanie mi tylko leżenie w łóżku i wspominanie z rozrzewnieniem dawnych, lepszych czasów oraz woda i kromka chleba. Nadciąga widmo totalnej biedy…
Co robić? Jak żyć?
Jak przetrwać, gdy telefon nawet nie raczy się odezwać? Jak przetrwać bez pieniędzy?
Dokąd wysłać kolejne CV? Jak argumentować potencjalnemu pracodawcy, że to właśnie ja nadaję się na konkretne stanowisko?
Co mówić ludziom, którzy mają mnie za życiową niedorajdę?
Jak wygląda głód, gdy zagląda w oczy? Jakie będzie moje dno?


Myślę, że pracodawcy jednak czytają (a przynajmniej przeglądają) wszystkie CV, które do nich napływają, jeżeli dali ogłoszenie o pracę. W końcu chcą znaleźć najlepszych kandydatów do pracy. Jeżeli nie zapraszają na rozmowę wszystkich osób, które spełniają podane w ogłoszeniu wymagania to dlatego, że dokonują selekcji – wybierają osoby z najwyższymi kwalifikacjami, które ich zdaniem będą najlepszymi pracownikami. I z nimi przeprowadzają rozmowę kwalifikacyjną.
Podam przykład: załóżmy, że jakiś bank dał ogłoszenie, że poszukuje pracowników o następujących kwalifikacjach:
- wykształcenie średnie,
- umiejętność obsługi komputera,
- doświadczenie w obsłudze klienta.
I takie osoby się zgłaszają. Jednak wykształcenie wyższe jest lepsze od średniego, a i doświadczenie w obsłudze klienta można nabywać w różnych miejscach. Jeśli więc zgłosi się np.40 osób z wykształceniem średnim, które pracowały w sklepie lub w urzędzie i 5 osób z wykształceniem wyższym, które pracowały w jakimś banku to ta piątka zostanie uznana za kandydatów o najwyższych kwalifikacjach w tej grupie i zaproszona na rozmowę. Zgłoszenia pozostałych 40 osób zostaną odrzucone. To normalna praktyka stosowana w firmach. Zresztą wiele firm, dając ogłoszenia, wyraźnie zaznacza: “Skontaktujemy się jedynie z wybranymi kandydatami”.
To co powiesz o mojej siostrze, która jest po studiach na kierunku administracja, zna prawo karno-skarbowe, języki, ma doświadczenie w obsłudze klienta i też nie jest zapraszana na rozmowy kwalifikacyjne?
Powiem, że masz bardzo wykształconą siostrę :)
A jeżeli nie jest zapraszana na rozmowy kwalifikacyjne to dlatego, że mężczyźni wolą blondynki ;)
Mówiąc zaś poważnie, przyczyn tej sytuacji może być wiele:
1. Błędy w CV.
2. Źle lub nieciekawie napisany list motywacyjny.
3. Płeć. Pracodawcy wolą zatrudniać mężczyzn. Cytat z ostatniej „Gazety Praca” (dodatek do poniedziałkowej „Gazety Wyborczej”): „Ponad połowa Polek nie pracuje. Pracodawcy nie chcą ich, bo są matkami albo mogą mieć dzieci. A to oznacza kłopoty”.
4. Duża konkurencja. Jeżeli na dane stanowisko zgłosi się np. 30 osób z wyższym wykształceniem (które wcale nie jest rzeczą rzadką w naszych czasach) i jakimś doświadczeniem zawodowym to pracodawca zrobi selekcję – wybierze np. 10 osób o najwyższych kwalifikacjach, a resztę odrzuci.
5. Długi okres bezrobocia. Jeżeli ktoś jest bez pracy rok lub dłużej to jest już dla pracodawcy podejrzany.
6. Zbyt wysokie kwalifikacje. Szefowie nie lubią, kiedy ich podwładni są mądrzejsi od nich. Mogą też czuć się zagrożeni, że taka osoba będzie w przyszłości chciała zająć ich stanowisko. Jeśli pracodawca nie ma wyższego wykształcenia lub skończył tylko 3-letni licencjat (tym bardziej zaocznie lub na jakimś kiepskim kierunku), nie zna żadnego języka obcego i otrzymuje CV osoby po dobrych 5-letnich studiach, która deklaruje, że posiada różne umiejętności i zna kilka języków, to może poczuć się niepewnie i nie zatrudni takiej osoby.
Może być też sytuacja, gdy kwalifikacje są za wysokie w stosunku do danego stanowiska, np. ktoś po studiach stara się o posadę w sklepie. Wtedy pracodawca może się obawiać, że taka osoba będzie traktować tę pracę jako tymczasową i porzuci ją, kiedy znajdzie sobie coś lepszego.
Myślę, że Twoja siostra powinna częściej szukać pracy poprzez konkursy. Wtedy, o ile spełni wymagania, będzie na pewno zaproszona na rozmowę lub test i będzie mogła się wykazać wiedzą, zdobyć doświadczenie i miejmy nadzieję, w końcu zdobyć pracę. Często w takich konkursach pracodawcy zatrudniają swoich kandydatów – znajomych, rodzinę lub ludzi, którzy już kiedyś pracowali w tej instytucji, ale mimo wszystko warto próbować. Ogłoszenia o konkursach można znaleźć na stronach urzędów, takich jak urząd skarbowy, urząd pracy, archiwum państwowe, MOPR, policja oraz w Biuletynie Informacji Publicznej i w portalu Gazeta Praca.
Sugerujesz, że to jej wina, że się nie przyszła na świat jako platynowa blondynka?
Ad. 3
Moja siostra nie ma męża ani dzieci i póki co mieć nie zamierza. Czy do CV powinna dołączyć stosowne oświadczenie, żeby pracodawca na nią choćby spojrzał?
Ad. 6
Zagrożenie? Lepiej mieć przy sobie jakiegoś przygłupa, który nie zna się na niczym, tak? Takich osób nie powinno się zwalniać, bo są niegroźni?
A tak poza tym: konkursy bywają z góry ustawione i szanse na pracę bez “pleców” są minimalne, żeby nie powiedzieć – żadne.
Moje stwierdzenie o blondynkach to był tylko żart., na co wskazywał odpowiedni znaczek na końcu zdania – ;) Kolor włosów nie jest niczyją winą i sam w sobie jest cechą neutralną, chyba, że ktoś celowo przefarbował sobie włosy na jakiś dziwny lub agresywny kolor. Poza tym pracodawcami bywają też kobiety.
„Mężczyźni wolą blondynki” to jedynie nawiązanie do popularnego poglądu, który nie wiem, czy jest prawdziwy oraz do amerykańskiego filmu sprzed ponad 50 lat o takim samym tytule.
Jeśli chodzi o meritum to na dyskryminację ze względu na płeć raczej nic nie można poradzić. Jedyne, co można zrobić to starać się być specjalistą w swojej dziedzinie i liczyć na to, że potencjalnemu pracodawcy nie będzie przeszkadzało, że kandydatka jest kobietą. W końcu 44% Polek pracuje. Można też zapewnić na rozmowie kwalifikacyjnej, że nie zamierzamy w najbliższej przyszłości zakładać rodziny (pracodawcy czasami o to pytają).
Co do zagrożenia dla szefa ze strony pracownika o wyższych kwalifikacjach niż on, to cóż, w idealnym świecie taka rzecz byłaby bez znaczenia, ale my żyjemy w świecie wciąż mocno niedoskonałym, w którym większość ludzi dba przede wszystkim o swoje interesy i nie chce robić sobie konkurencji. Pracodawca nie chce mieć pracownika nieinteligentnego, tylko takiego, który będzie dobrze wykonywał swoje zadania, ale zarazem nie będzie go przewyższał, a przynajmniej znacznie.
Jeśli chodzi o konkursy to nie wszystkie są ustawione. Czasami pracodawca nie ma żadnych znajomych, zainteresowanych daną pracą i to jest nasza szansa. Ponieważ nie wiemy, jak jest w przypadku konkretnego konkursu, trzeba brać udział we wszystkich konkursach, w których się da. Czasami są różne szczęśliwe zbiegi okoliczności. Jesienią 2008 r. brałem udział w konkursie i go nie wygrałem, a kilka miesięcy później zadzwonili z firmy, że jedna z kobiet poszła na urlop macierzyński i że dyrektor chce mnie zatrudnić. I tak przepracowałem pół roku.
W Białymstoku jest ciężko o taki szczęśliwy zbieg okoliczności. Znam to nie tylko z autopsji, ale i opowieści przy rodzinnym stole. Tutaj wiele rzeczy trzeba załatwiać po znajomości.
Osobiście nie jestem zwolennikiem zdobywania pracy na zasadzie: “słuchaj Heniu, ty tam jesteś kierownikiem w zakładzie, trzeba załatwić mi pracę”. Jednak nasi znajomi i rodzina mogą nam pomóc w szukaniu pracy w inny sposób – mogą teraz lub w przyszłości wiedzieć o przyjęciach lub wolnym miejscu pracy. Trzeba im tylko powiedzieć, że szukamy pracy, o jaką pracę nam chodzi i poprosić, aby nas zawiadomili, kiedy będą coś wiedzieć. Próbowałaś tego?
Wg mnie teoria drugiego przypadku de facto praktycznie wygląda jak w tym pierwszym.
Osobiście irytuje mnie niesamowicie podejście ludzi do poszukiwania pracy. Jeżeli nikt nie oddzwania, nie zaprasza Cię na spotkania w sprawie pracy, oznacza to tylko jedno. Są lepsi. W Twoich wypowiedziach jest wręcz nadreprezentowany defetyzm. Jest źle, mieszkam w małym miasteczku, bieda, znajomości itd. By znaleźć pracę, wystarczy tylko chcieć ;-)
Aleksandrze, czy przeczytałeś moje poprzednie wypowiedzi? Czy uważasz, że są również lepsi od mojej siostry?
Magdo, czytałem. Problem znajomości jest moim zdaniem wyolbrzymiany. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż osoba niekompetentna w końcu zostanie zwolniona – bo nie będzie się wywiązywała ze swoich obowiązków. Twoja siostra skończyła studia humanistyczne. Wiele osób takowe studia kończy, przez co na rynku pracy jest więcej chętnych, niż miejsc pracy.
Dziwne. Jakoś rzadko słyszę o takich urzędnikach, których zwalnia się z powodu niekompetencji.
A jak się Twoja siostra zapatruje na sprawę szukania pracy? Też jest tak zniechęcona jak Ty?
Obie wysyłamy CV i obie powoli tracimy nadzieję na lepsze czasy. Jedyna różnica to taka, że ona ma pracę – dosyć marną, ale ma. Ja nie.
A w jaki sposób szukacie pracy? Skąd bierzecie oferty, żeby wysyłać CV?
Ja głównie z Internetu, siostra chyba też, ale nie jestem pewna.
Internet to wygodne i często wykorzystywane miejsce do szukania pracy, ale to też powoduje, że ciężko jest w ten sposób znaleźć zatrudnienie. Zbyt dużo ludzi szuka pracy przez Internet. Nie raz widziałem na forach, gdy ktoś napisał, że wysłał 100 – 150 CV i nie ma żadnego odzewu. Dlatego warto korzystać z innych, mniej popularnych metod:
1. Gazety. W ogłoszeniach prasowych jest zazwyczaj podany numer telefonu, można więc od razu porozmawiać z pracodawcą lub osoba rekrutującą i dowiedzieć się szczegółów. Jeśli pracodawcy nie chcą się z nami skontaktować, tak jak to jest często przy wysyłaniu CV przez Internet, my skontaktujmy się z nimi! Odpowiadając na ogłoszenie w gazecie nie musimy czekać tygodniami na rozpatrzenie naszej aplikacji – od razu wiadomo, czy pracodawca jest nami zainteresowany i czy zaprasza nas na rozmowę. Ale trzeba wiedzieć, gdzie ofert szukać. Np. w Lublinie najwięcej ogłoszeń o pracę jest nie w dwóch głównych dziennikach, ale w gazecie bezpłatnych ogłoszeń „Anonse”. Nie trzeba zresztą kupować każdego jej egzemplarza. Ja „Anonse” przeglądam w hipermarkecie (można tam to spokojnie robić), a kupuję tylko wtedy, gdy jest tam coś, co mnie interesuje.
2. Osobiste wizyty u pracodawców, czyli chodzenie po firmach i pytanie, czy jest wolne miejsce. Zawsze należy też pytać, czy można zostawić swoje dokumenty aplikacyjne, na wypadek gdyby zwolniło się jakieś miejsce. Jest to metoda mało popularna, ale dlatego może przynieść efekt, tym bardziej, że ocenia się, że większość wolnych miejsc pracy nigdy nie jest podawana do wiadomości publicznej (jest to tzw. ukryty rynek pracy).
3. Oferty urzędu pracy.
4. Giełdy pracy i targi pracy – są organizowane zazwyczaj raz w roku i można tam spotkać masę pracodawców. Natomiast giełdy pracy w urzędzie pracy są organizowane częściej.
5. Strony internetowe firm. Wiele z nich ma na stronie link do strony z ofertami pracy, zatytułowany „Praca” lub „Kariera”.
6. Szukanie pracy przez znajomych i rodzinę, tj. pytanie, czy wiedzą o jakimś wolnym miejscu pracy i prośba, aby nas powiadomili, jeśli będą coś wiedzieć w przyszłości.
7. Agencje zatrudnienia, np. Manpower. Można się zarejestrować w ich bazie danych i czekać, aż jakiś pracodawca będzie szukał osoby o takich kwalifikacjach, jak my.
8. Witryny sklepowe. To praca głównie dla sprzedawców. Często widzę w Lublinie, że sklepy wywieszają na szybach ogłoszenia, że poszukują pracownika.
Ad. 1
Nieraz widziałam. Ogłoszenia często się powtarzają, wysyłane są więc przez tych samych pracodawców. Jak myślisz dlaczego bez przerwy rekrutują? Może nie da się z takimi żyć?
Ad. 2
Zabierają zbyt dużo czasu. Dla kogoś kto pracuje, ale nie ma samochodu (ewentualnie prawa jazdy) nieosiągalne jest spotykanie się z kilkoma, kilkunastoma pracodawcami dziennie, tylko po to, by się przekonać, że tak naprawdę pracodawcy mają tego potencjalnego kandydata głęboko w… siedzeniu.
Ad. 3
Też nieraz widziałam. To są oferty niemal wyłącznie z najniższym wynagrodzeniem.
Ad. 4
Świetna impreza na rozreklamowanie firmy. Podobnie zresztą jak ogłoszenia o pracę.
Ad. 5
Znasz takie strony? Nazwy firm? Bo ja nie.
Ad. 6
Koneksje. Nepotyzm. Nie polecam.
Ad. 7
Zbierają nasze dane i zapełniają nimi swoje bazy danych. Nawet nie wiadomo po co.
Ad. 8
Też czasami widuję. Ale jak zapytam, to odpowiedź brzmi, że jest już nieaktualne.
Wiesz dlaczego najwięcej ludzi szuka pracy przez Internet? Bo zajmuje im to najmniej czasu.
Zdaje się, że jeśli chcesz znaleźć pracę to powinnaś szukać zalet powyższych metod a nie wad :) Skoro kilkanaście miesięcy szukania pracy przez Internet nie przyniosło rezultatu to czy nie jest to znak, że trzeba spróbować czegoś innego?
Szukanie pracy w Internecie jest wygodne i mało pracochłonne, ale dla człowieka, który nie ma pracy, najważniejsze powinno być nie zużycie jak najmniejszej ilości czasu i energii, ale EFEKT. Cóż z tego, że przeglądanie Internetu zajmuje mi codziennie tylko pół godziny, jeśli mijają miesiące a ja dalej nie mam pracy?
Odnośnie metod, które wymieniłem wczoraj: rzeczywiście, wiele ogłoszeń prasowych dotyczy zajęć mało atrakcyjnych, ale trafiają się wśród nich również prace godne uwagi. Trzeba tylko systematycznie przeglądać gazety. Ja robię w komputerze bazę telefonów z ogłoszeń o pracę i opisuję sobie każdego pracodawcę. Jeśli któryś mnie nie chce lub mi nie odpowiada to mam to odnotowane i więcej już do niego nie dzwonię.
Jeśli chodzi o chodzenie do firm i pytanie o pracę to w wielu wypadkach jest to niezastąpione, ponieważ są zakłady, które nigdy lub bardzo rzadko szukają pracowników poprzez ogłoszenia. Jest ruch kadrowy, nowe osoby są przyjmowane, ale na podstawie podań złożonych w firmie, papierowych a nie elektronicznych.
Wynagrodzenie w ofertach, które mają urzędy pracy, jest różne, ale oczywiście zdarza się też płaca minimalna. I nic dziwnego, bo interesy pracodawcy i pracownika są rozbieżne. W interesie pracodawcy leży płacić tylko tyle, ile jest to konieczne. Lepsze jednak 1000 zł co miesiąc niż zero, czyli bezrobocie.
Jeśli chodzi o giełdy pracy to nie obchodzi mnie, czy pracodawcy chcą w ten sposób rozreklamować swoją firmę. Ważne jest dla mnie, że mogę wydrukować kilkadziesiąt CV i jednego dnia wręczyć je takiejże liczbie pracodawców i zagadnąć ich o pracę. Nie muszę do nich jeździć, nie rozłażą mi się, a mam ich wszystkich w kupie. I też w ten sposób reklamuję swoją osobę.
Firmy, które mają podstrony z ofertami pracy to np. banki i hipermarkety. Czasami można znaleźć tam coś ciekawego.
Myślę, że powinno cię obchodzić, zwłaszcza jeśli chcesz znaleźć tam pracę. Ci, co chcą firmę reklamować, raczej nie zamierzają zatrudniać.