Coraz trudniej iść przez życie z uśmiechem, z podniesioną głową. Nie ma pracy, za chwilę zabraknie pieniędzy, toteż wkrótce nie będzie niczego. Istnieje groźba, że strona nabezrobociu.com zniknie z sieci, ponieważ nie będzie mnie stać na jej utrzymanie. Istnieje groźba, że zostanę odcięta od dostępu do Internetu, bo nie będzie mnie stać na jego opłacanie. Prośby o pieniądze na leki i bilet do szkoły (obie rzeczy to konieczność) będę musiała słać do kogoś innego. Kiedy kasa się skończy, pozostanie mi tylko leżenie w łóżku i wspominanie z rozrzewnieniem dawnych, lepszych czasów oraz woda i kromka chleba. Nadciąga widmo totalnej biedy…
Co robić? Jak żyć?
Jak przetrwać, gdy telefon nawet nie raczy się odezwać? Jak przetrwać bez pieniędzy?
Dokąd wysłać kolejne CV? Jak argumentować potencjalnemu pracodawcy, że to właśnie ja nadaję się na konkretne stanowisko?
Co mówić ludziom, którzy mają mnie za życiową niedorajdę?
Jak wygląda głód, gdy zagląda w oczy? Jakie będzie moje dno?


A nie możesz się starać o jakąś pomoc z opieki społecznej? Zasiłek jednorazowy, stały lub coś w tym rodzaju?
Nie mogę. Bo w moim domu dochód na głowę niemal dwukrotnie przekracza 351 zł.
W takim razie nie jest tragicznie. Nie grozi Ci życie o chlebie i wodzie, a i na leki i bilety też Ci pewnie rodzice nie poskąpią pieniędzy.
Tu nie chodzi tylko o bilety i leki. Chodzi o to, że ja się zobowiązałam do płacenia za Internet, mimo że umowa jest na mamę. Kiedy przestanę płacić, bo nie będę miała z czego, ona tę umowę zerwie. A wtedy ani kontaktu, ani strony, nawet szukanie pracy będzie wtedy trudniejsze, bo gazet się u nas już nie kupuje – poza programem tv. Coś na wzór hasła Kononowicza – nie będzie niczego.
Kononowicza przypomniałem sobie już wczoraj, kiedy napisałaś, że nie będzie niczego (zdaje się nawet, że mieszka on w tym samym mieście, co Ty). “Nie będzie nic” – tak chyba powiedział, to było dobre :) Nie jest to jednak wzór do naśladowania. Poza tym wykorzystano tego człowieka do zabawy.
Jeśli chodzi o Internet to chyba rzeczywiście będziesz musiała znaleźć pracę, chyba, że przekonasz mamę, że jest Ci on bardzo potrzebny i żeby go teraz ona opłacała. A tak w ogóle to ile Cię kosztuje miesięcznie Internet i u jakiego masz go operatora?
Sam Internet kosztuje mnie 61 złotych. Providerem jest lokalna telewizja kablowa.
Dużo. Tańsza byłaby chociażby Neostrada i jeszcze pendrive`a dają za zawarcie umowy.
Pendrive’a już mam, drugi nie jest mi potrzebny. Poza tym nie lubię monopolistów.
Jest też inny sposób na zdobycie pieniędzy: trzeba wziąć udział w szkoleniu, gdzie uczestnicy otrzymują stypendium. Wiele firm organizuje takie szkolenia za unijne pieniądze. Informacje można znaleźć choćby tutaj: http://www.inwestycjawkadry.info.pl
Kicha z tymi szkoleniami. Z tych, które mnie interesują, to albo są płatne, albo organizowane w innej miejscowości :(
Podejrzewam, że firm, które organizują bezpłatne szkolenia w Białymstoku jest wiele, trzeba tylko je znaleźć i śledzić ich ofertę. Nawet jeśli teraz nie mają żadnego szkolenia, które Cię interesuje to za jakiś czas może się takie pojawić. Strona, która Ci podałem ma tylko charakter orientacyjny. Najlepiej przeglądać własne strony instytucji szkoleniowych.
Możesz się również zapisać na jakieś szkolenie w swoim urzędzie pracy. Złożenie wniosku nie jest równoznaczne z zakwalifikowaniem Cię, ale warto spróbować. Największe szanse są na szkolenie z zakresu umiejętności poszukiwania pracy. Myślę, że takie szkolenie by Ci się przydało. Można się na nim dowiedzieć wiele rzeczy przydatnych w poszukiwaniu pracy a poza tym uzyskać wsparcie prowadzącego i innych osób, które nie mają pracy. Szkolenie to trwa 3 tygodnie (1 tydzień jest poświęcony na praktyczne poszukiwanie pracy). Stypendium jest nieduże (około 200 zł), ale na opłacenie Internetu przez kilka miesięcy wystarczy.
Nie mogę się z tym zgodzić. W zeszłym roku można było wybrać takie szkolenie jako dodatek. Nie zakwalifikowałam się. A poza tym na decyzję czeka się długo – nawet 2 miesiące po złożeniu ankiety.
Nic dziwnego, że się nie zakwalifikowałaś, bo to szkolenie jest adresowane głównie do osób długotrwale bezrobotnych – takich, które są zarejestrowane w UP rok i dłużej. Kto stracił pracę dopiero kilka miesięcy temu, jest szansa, że sam sobie poradzi.
Napisałem, że na szkolenie z umiejętności poszukiwania pracy najłatwiej się dostać, bo nie jest to szkolenie zawodowe i bezrobotni się na nie nie garną. W urzędzie, w którym pracowałem, były wręcz trudności z naborem chętnych i w efekcie przeprowadzane było tylko 1 szkolenie na kwartał.
Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś zapisała się na to szkolenie teraz. Możesz się również zapisać na jakieś szkolenie zawodowe. W najgorszym razie nic nie tracisz, a w najlepszym będziesz na 2 szkoleniach. Oczywiście, na rozpatrzenie wniosku trzeba trochę poczekać, ale kilka miesięcy to nie jest długo. Na szkolenia realizowane w IV kwartale dopiero się czeka!
W mojej miejscowości nie ma tak dużego wyboru szkoleń, jak przedstawia to wspomniana strona InwestycjawKadry.info.pl.
Swoją drogą – szkoda, że nie ma tam odpowiedniej wyszukiwarki sortującej dane z konkretnej miejscowości. Może wtedy szybciej bym się na coś skusiła.
Jak się kliknie w tabeli przy słowie “Miejscowość” na górny trójkącik to włącza się sortowanie szkoleń wg nazwy miejscowości. A może znajdziesz coś dla siebie na internetowych targach pracy “Gazety Wyborczej”?
http://targipracy.gazeta.pl/targi/0,9.html
PS. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! Życzę Ci szybkiego znalezienia pracy, nie zniechęcaj się i nie trać wiary w sukces.
Łatwo powiedzieć… Odnoszę wrażenie, że żyjesz w innych realiach niż ja.
Realia są podobne, tylko zajmujemy wobec nich odmienną postawę. Ty widzisz przede wszystkim braki na rynku pracy i swoje niepowodzenia w szukaniu pracy i stąd wynika Twój pesymizm. Ja natomiast, nie negując trudnej sytuacji, szukam przede wszystkim szans na zatrudnienie, które jednak czasami się pojawiają. Szukam, bo też w tej chwili nie mam od stycznia pracy.
Lublin to ta sama Polska wschodnia, co Białystok. Kiedy się przejeżdża przez miasto, widać głównie nie zakłady pracy, lecz skupiska bloków. Oferty pracy, które się pojawiają, są na ogół mało atrakcyjne a chętnych do pracy jest wielu. Ale i tak, mieszkając w dużym mieście, jesteś w znacznie lepszej sytuacji niż mieszkańcy wielu wsi – masz łatwiejszy dostęp do edukacji, łatwiej szukać pracy. Co byś powiedziała, gdybyś mieszkała na wsi oddalonej o dziesiątki kilometrów od jakiegokolwiek większego miasta? Na Lubelszczyźnie jest takich miejsc wiele.
Tylko gdzie upatrywać sukcesu, kiedy mimo spełnienia wszystkich warunków zawartych w ogłoszeniu nikt nawet nie raczy zadzwonić? Mało kto nawet czyta wszystkie CV. Skoro tak, to po co wydali kasę na ogłoszenie o pracę? Żeby konkurencja wiedziała, że firma się “rozwija”? Nie uważasz Mariuszu, że to trochę nieuczciwe wobec kandydata? Pardon – co najmniej nieuczciwe?
Nie sądzę, żeby jakaś firma zamieszczała ogłoszenia tylko po to, aby pokazać konkurencji, że się rozwija. Szukają ludzi do pracy, a dlaczego nie dzwonią do ludzi, którzy złożyli u nich CV? Dzwonią, ale nie do wszystkich. Dzwonią do najlepszych, a właściwie do tych, którzy wydają im się najlepsi.
Niestety, w Polsce wielu ludzi szuka pracy – są wśród nich także osoby z wyższym wykształceniem i sporym doświadczeniem zawodowym, co stawia je na uprzywilejowanej pozycji, zwłaszcza jeśli straciły pracę niedawno, lub co gorsza gdzieś pracują, ale chcą zmienić pracę albo szukają pracy dodatkowej. Pracodawcy nie rozmawiają ze wszystkimi, którzy szukają u nich pracy, bo zajęłoby im to masę czasu. Na jedno ogłoszenie o pracę odpowiada zwykle kilkadziesiąt, a czasami nawet kilkaset osób. Poza tym nie ma sensu (a przynajmniej pracodawcy tak sądzą) przesłuchiwać gorszych kandydatów, jak są ci lepsi. Wybierają więc kilka – kilkanaście najlepszych osób i z nimi rozmawiają.
Właściwie to nawet wolę takie postępowanie niż to, co się dzieje podczas tzw. konkursów o pracę, organizowanych przez instytucje państwowe. Podczas konkursu wszystkie osoby, które spełniają wymagania formalne, są zapraszane do kolejnego etapu rekrutacji – zwykle jest to rozmowa lub test pisemny. Ale co z tego, że jestem na rozmowie, skoro często od razu okazuje się, że nie mam szans, bo np. w konkursie startują byli pracownicy tej instytucji lub jest tylu kandydatów, że wygranie konkursu graniczy z cudem? Miałem taką sytuację w lutym, gdy brałem udział w konkursie na jakieś stanowisko biurowe w lubelskiej policji. Zaproszono mnie na test, pojechałem, a na miejscu dowiedziałem się, że w kolejnym etapie, tj. rozmowie, wezmą udział 3 osoby z najlepszymi wynikami testu a zgłosiło się ponad 300 kandydatów! Strata czasu takie konkursy, zarówno dla organizatorów, jak i dla tych, którzy biorą w nich udział, tym bardziej, że trzeba się do nich przygotowywać – studiować ustawy, rozporządzenia itp.
Ale ja mówię o osobach, którzy mają i wykształcenie, i doświadczenie, czyli tych co spełniają wszystkie warunki, a nikt do nich nie dzwoni, nikt nawet nie czyta ich CV, że o LM nie wspomnę. Skąd mają pracodawcy wiedzieć, że ci, którzy przeszli do kolejnego etapu są właśnie najlepsi? A może najlepszy na dane stanowisko był człowiek, który nie miał takiego szczęścia, co pozostali? Dlatego uważam, że pracodawcy (albo dyrektorzy personalni) powinni przejrzeć wszystkie aplikacje, zanim podejmą decyzję kogo zaproszą na rozmowę.
A jak nie mają czasu, bo trza na lunch iść, to ja im chętnie pomogę.