I co? Zobaczę. Po roku przerwy od rozmów kwalifikacyjnych (mimo poszukiwania pracy) nie liczę na zbyt wiele. Właściwie to już na nic nie liczę, bo — znając życie — i tak wybiorą kogoś innego. Przeżyłam już tyle porażek odnośnie zdobywania pracy, że każda kolejna powinna spływać po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Zastanawiam się tylko jak długo to jeszcze będzie trwało…

Tak już ze mną jest. Im bardziej mi na czymś zależy, tym rzadziej otrzymuję dokładnie to, co chciałabym otrzymać, tym częściej spotykam się z odmową i spadam z wyższej niż zwykle półki. Tego typu przegrane ranią mnie i bolą najbardziej. Potem zostaje tylko żal i (przepraszam za wyrażenie) zajebiście gorzka refleksja, że dany stan już nigdy nie ulegnie zmianie, że przykładowo nigdy nie znajdę wymarzonej, dobrej, stałej pracy.

Często nawiedza mnie poczucie, iż może ktoś zechce mnie zatrudnić na jakiś czas, potem przerwa, potem znów zatrudnienie i tak dalej, by w końcu dojść do wieku, w którym okaże się, że jestem za stara, by pracować i jednocześnie za młoda, by kłaść się do trumny. Nieciekawa perspektywa…

« »