I co? Zobaczę. Po roku przerwy od rozmów kwalifikacyjnych (mimo poszukiwania pracy) nie liczę na zbyt wiele. Właściwie to już na nic nie liczę, bo — znając życie — i tak wybiorą kogoś innego. Przeżyłam już tyle porażek odnośnie zdobywania pracy, że każda kolejna powinna spływać po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Zastanawiam się tylko jak długo to jeszcze będzie trwało…
Tak już ze mną jest. Im bardziej mi na czymś zależy, tym rzadziej otrzymuję dokładnie to, co chciałabym otrzymać, tym częściej spotykam się z odmową i spadam z wyższej niż zwykle półki. Tego typu przegrane ranią mnie i bolą najbardziej. Potem zostaje tylko żal i (przepraszam za wyrażenie) zajebiście gorzka refleksja, że dany stan już nigdy nie ulegnie zmianie, że przykładowo nigdy nie znajdę wymarzonej, dobrej, stałej pracy.
Często nawiedza mnie poczucie, iż może ktoś zechce mnie zatrudnić na jakiś czas, potem przerwa, potem znów zatrudnienie i tak dalej, by w końcu dojść do wieku, w którym okaże się, że jestem za stara, by pracować i jednocześnie za młoda, by kłaść się do trumny. Nieciekawa perspektywa…


Hm, może tu się zgłosisz?
http://praca.gazetapraca.pl/200,4001,,756686,,AUTOR+BLOGA.html
Mariuszu: z wymienionych w ogłoszeniu wymagań posiadam tylko jeden :(
Myślę, że oceniasz się zbyt nisko. A to może Ci utrudnić znalezienie pracy. Poza tym pracodawcy często celowo podają w ogłoszeniach wygórowane wymagania, aby znaleźć jak najlepszych kandydatów i aby nie zgłosiło się do nich zbyt wielu chętnych. Nikt nie lubi takich sytuacji, jaka zdarzyła się w lecie w Krakowie, kiedy to na stanowisko sekretarki w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska zgłosiło się prawie 600 osób.
Jeśli spełnia się przynajmniej niektóre wymagania zawarte w ogłoszeniu, warto zgłosić swoją kandydaturę, bo nie wiemy, ile osób i z jakimi kwalifikacjami będzie się ubiegać o tę pracę. Może się okazać, że to właśnie my jesteśmy najlepszym kandydatem. Poza tym nabywa się doświadczenie w szukaniu pracy, kontaktach z pracodawcami, a to nie jest bez znaczenia.
Jeśli chodzi o ogłoszenie, które Ci wysłałem, to niektóre z wymagań łatwo spełnić, np. zdobyć wiedzę na żądany temat, natomiast Twoim największym atutem jest prowadzenie własnego blogu na ważny społecznie temat. Być może właśnie to będzie miało dla pracodawcy największe znaczenie.
Odnośnie zakończenia Twojego postu to nie warto rozsnuwać czarnych wizji, bo nie wiesz, bo Cię spotka za 10, a tym bardziej 20 czy 30 lat. Kiedy będziesz już „za stara, by pracować” pójdziesz pewnie na emeryturę i będziesz miała dużo wolnego czasu dla siebie. :)
Wszystko fajnie, ale dlaczego miałabym się oceniać wyżej, skoro wiem (wiem, a nie tylko czuję!), że moje umiejętności (i wiedza) są zdecydowanie za małe? Zresztą, nawet jeśli spełniam tzw. warunki konieczne, łącznie z wysłaniem CV, to nie jestem zapraszana na rozmowę kwalifikacyjną. I tak jest właśnie od ponad roku. Nie wiem gdzie leży błąd.
To, że powinnaś się oceniać wyżej, wywnioskowałem z tego, co napisałaś o sobie na tej stronie. Poza tym to nie Ty a pracodawca decyduje, czy Twoje umiejętności są wystarczające, aby podjąć daną pracę.
Brak zaproszeń na rozmowę kwalifikacyjną to niestety rzecz często spotykana przez bezrobotnych. Kiedy ja szukałem pracy w poprzednich latach, byłem zapraszany na rozmowy i testy prawie wyłącznie przez firmy, które mają obowiązek organizowania tzw. konkursów o pracę, czyli urzędy państwowe. (Tym samym muszą zaprosić do kolejnego etapu rekrutacji wszystkich, którzy spełniają niezbędne wymagania, zawarte w ogłoszeniu). Ze strony firm prywatnych, mimo dziesiątków wysłanych aplikacji, odzew był znikomy.
Dlaczego tak się dzieje i odwrotnie – jak zwiększyć swoje szanse na znalezienie pracy – napiszę, jeśli pozwolisz, jutro, jako odpowiedź na Twoją wypowiedź listopadową.
Pytając gdzie leży błąd, myślałam raczej o błędach popełnionych w swoim CV bądź tkwiący w dołączaniu zdjęcia legitymacyjnego do tegoż dokumentu (mój wygląd może po prostu komuś nie odpowiadać). Ale skoro chcesz opisać problem nieco szerzej, to czekam.
Rzeczywiście, chcę opisać problem szerzej, teraz jednak skorzystam z okazji i powiem parę słów na temat wstawiania zdjęcia do CV. Być może się mylę, ale nie jestem zwolennikiem wysyłania do firm CV ze zdjęciem, jeżeli pracodawca tego nie żąda. Dlaczego? Odpowiedź już dałaś – pracodawcy może nie odpowiadać typ urody, który ma osoba szukająca pracy – rzecz szczególnie istotna, gdy o pracę stara się kobieta, a pracodawcą jest mężczyzna. Mężczyźni to na ogół wzrokowcy, zwracający uwagę na wygląd kobiety. Może być i tak, że pracodawca dostanie CV jakiejś blondynki i od razu przypomną mu się dowcipy o „głupich blondynkach”. Na wszelki wypadek odrzuci jej CV.
Inaczej jest, gdy rekruter otrzyma CV bez zdjęcia. Psychologiczna prawidłowość jest taka, że nic nie wiedząc o wyglądzie tej osoby, tworzy on sobie jego pozytywny obraz. Oczywiście, kiedy osoba przyjdzie na rozmowę, rzeczywistość może okazać się inna, ale wtedy będzie ona mogła pokazać zalety swojej osobowości, co poprzez CV nie jest możliwe.
Akurat nie jestem zwolenniczką teorii mówiącej, że inteligencja ma ścisły związek z kolorem włosów. I brunetka może okazać się idiotką w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej, i ja też potrafię palnąć jakiegoś wiel błąda zupełnie nieoczekiwanie, a nawet wbrew sobie :P
Wg mnie, teraz w dobie Internetu, nawet jeśli kandydat dostarczył CV bez zdjęcia, to można go dość łatwo odnaleźć. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce imię i nazwisko tej osoby, by dowiedzieć się o niej więcej. Zostawiamy po sobie tyle znaków naszego “istnienia” w sieci. Profil na Facebooku, w Naszej Klasie, komentarze na forach dyskusyjnych. Z jednej strony to nam służy, bo się kreujemy, tworzymy swój wizerunek, z drugiej – nasze dane mogą zostać wykorzystane przeciwko nam. Choćby w pracy.
Pogląd, że istnieje związek między kolorem włosów a inteligencją, jest oczywiście nieprawdziwy, ale niektórzy w niego wierzą.
Co do możliwości znalezienia informacji o nas w Internecie to zależy to od tego, jak dokładne dane podajemy w różnych miejscach sieci i jak bardzo się eksponujemy. Ja na przykład nie umieszczam w Internecie swoich zdjęć ani pełnych danych osobowych. Imię i nazwisko nie jest czymś niepowtarzalnym, tak więc zdarza się też, że próba znalezienia kogoś na podstawie tych danych daje nieoczekiwany efekt. Jakiś czas temu dowiedziałem się z sieci, że jestem reżyserem, mam dziecko a nawet niedawno się rozwiodłem :) Z kolei innym razem, kiedy próbowałem odnaleźć w Naszej Klasie swoje 2 koleżanki, wpisałem ich personalia a nawet miejscowość, uzyskałem taki efekt, że wszystko się zgadzało oprócz wyglądu. Ze zdjęć wynikało jednoznacznie, że są to zupełnie inne osoby.
Jak mawiają górale – “tyż prowda” ;) Niektórzy bowiem mogą mieć po kilka osobowości w Internecie, z których jedno dotyczy rozrywkowego chłopaka, a drugie – bardziej statecznego czy też uczesanego. Ewentualnie są to nasze sobowtóry (tyle że z nazwiska, a nie wyglądu).