Back to school – cz. I
Wróciłam do szkoły, dokładnie tak jak zapowiadałam to jeszcze kilka miesięcy temu. Tym razem nie śniły mi się niebotyczne budynki – dobry znak. Póki co, całkiem nieźle sobie radzę. Nauczyciele to raczej równi goście. Być może już nawet zdołali zauważyć, że wiem nieco więcej niż pozostali słuchacze…
Większość grupy stanowią mężczyźni. Kobiety, łącznie ze mną, tworzą tu wąskie grono. Jest nas stosunkowo mało bynajmniej nie dlatego, bo jesteśmy głupie bądź ciężko nam się odnaleźć w informatycznych meandrach. Po prostu jesteśmy dziewczynami, które uwierzyły, że mogą zdobyć dość trudny zawód i to właśnie czynią ;-) Tyle na ten temat.
Na chwilę obecną prace domowe odrabiam na bieżąco. Oczywiście korzystam z Internetu, ale nie poszukuję tam gotowców tylko wskazówek. Przy okazji przypomniałam sobie jak wygląda równanie kwadratowe i jak wylicza się jego pierwiastki. Zdarza mi się nawet samodzielnie szukać rozwiązania problemu podanego na zajęciach, który mnie zaciekawi. Co prawda jeszcze nie potrafię drukować dokumentów z poziomu Wiersza poleceń, ale jestem coraz bliżej rozwikłania tej zagadki.
Kupiłam pendrive’a. Co o nim mogę powiedzieć? Jest czarny, mały, całkiem pojemny i słodki ;-) Z całą pewnością przyda się nie tylko w szkole, ale i w domu czy ewentualnej pracy. Żałuję jedynie, że nie jestem w posiadaniu hub’a USB – wówczas podłączenie go do komputera byłoby znacznie łatwiejszym zadaniem.
Następne zajęcia mają odbyć się w przyszłym tygodniu. Nie mogę się ich doczekać.
