Nie mam takiego zwyczaju. Dla mnie to byłaby nawet oznaka pewnej desperacji. Po co odpowiadać na ogłoszenia o pracę, gdzie jednym z niezbędnych wymogów są np. studia inżynierskie, a takowych z kolei się nie ukończyło (ba – nawet się nie zaczęło, choć czasem i studenci ostatnich lat są mile widziani)?
Strata czasu. I tak mogą nie zaprosić na rozmowę. Nie mają takiego obowiązku, zwłaszcza, gdy kandydat nie spełnia wszystkich wymagań.
Uważam, że pracodawcy także powinni wiedzieć kogo chcą zatrudnić. Trudno mówić o jakichkolwiek konkretach, jeśli treść ogłoszenia jest dość skąpa wraz z podanym numerem telefonu, e-mailem czy innym rodzajem kontaktu, a tymczasem przy bliższym kontakcie z potencjalnym pracodawcą okazuje się, że oferta jest wyłącznie dla studentów lub uczniów, a nie bezrobotnych ze średnim wykształceniem.
Skąd to wzięłam? Z autopsji, bo przecież nie z sufitu.

