Wicher wieje, wicher słabe drzewa łamie, hej!
Wicher wieje, wicher silne drzewa głaszcze, hej!
Najważniejsze to być silnym,
Wicher silne drzewa głaszcze,
hej! (Tadeusz Nalepa & Breakout)

Jak ma się fragment tej piosenki wziętej wprost z klasyki polskiego bluesa do tego, co chcę napisać? Ano, znam kogoś, kto też nie ma pracy i nieustannie stawiając siebie w roli Ofiary (losu, tudzież systemu), ciągle powtarza własne utarte „nie” oraz „nigdy”. Skutków takiego postępowania można się domyśleć — osoba ta nadal nie znalazła odpowiedniego dla zajęcia.

Rzecz raczej nie tkwi w wiedzy (przypuszczam, że jest spora), ale w postawie życiowej. Można przyjąć, że skoro przedstawia się jako Ofiara, to rzeczywiście nią jest. Nie musi być jednak kimś w rodzaju internetowego trola ani wszędzie upatrującego spisek schizofrenika, ani nawet uosabiać kogoś, kto twierdzi, że coś jej się z góry należy, bo ona „leży odłogiem” — nie,  nie mam na myśli przypadku skrajnego.

Dana osoba jest pesymistycznie nastawiona do rzeczywistości. Już dawno przestała wierzyć, że znajdzie sobie takie stanowisko, które pozwoli jej przetrwać do emerytury. Rozkłada więc bezradnie ręce i narzeka. Na niskie zarobki, na pracodawcę, bo jeździ luksusowym samochodem, na kolegów i koleżanki z pracy, bo są lepsi i dostają premię, ona zaś nie. Poza tym bywa nieśmiała i choć często nie brakuje jej wiedzy, to odwaga (a w zasadzie jej brak) decyduje o tym, że w rezultacie niczym się nie wyróżnia. Błędne koło.

Pracodawcy nie przepadają za Ofiarami. Nie lubią osób narzekających na wszystko dookoła. Kwękanie nie podniesie kwoty wypłaty — żeby zarobić premię, najpierw trzeba się o nią postarać. Aby zdobyć etat — należy przyjść na rozmowę kwalifikacyjną i zrobić wszystko, co mogłoby powalić potencjalnego pracodawcę na kolana. Wejść z impetem, z podniesioną głową, patrząc mu prosto w oczy. Ścisnąć jego dłoń, mocno i zdecydowanie. Przy rozmowie uśmiechać się od czasu do czasu. I najważniejsze — mieć w zanadrzu doskonały, mało klasyczny i równie mało wyświechtany powód dlaczego chce się pracować właśnie tu, a nie u konkurencji. To się nazywa „dobre wrażenie”… ;-)

Nie chcę dołować Ofiary. Pragnę jej wskazać inne postępowanie, które ma sens i czasem przynosi owoce. Jeśli nie wypróbuje tego sposobu na własnej skórze, nie zobaczy, że takie „silne” zachowanie działa lepiej niż niejedna chwila kwękania.

« »