Latam tu i tam niczym wariatka. Jak zaczerpnę grypowego powietrza, to wrócę do domu, położę się do łóżka i zacznę chorować. Z dwojga złego już wolę mróz, co tak niby strasznie trzeszczał jeszcze jakiś tydzień albo dwa tygodnie temu, gdy większość (jeśli nie wszyscy) przeziębionych i zagrypionych siedziała w domach, zamiast pracować (i prawidłowo!).
Może i mogłabym zostać w domu, ale miałam dzisiaj kilka spraw do załatwienia. Na przykład złożyłam ankietę z wybranymi szkoleniami w Urzędzie Pracy. Jak się uda, to może nauczę się kompleksowo obsługiwać biuro i szybciej znajdować dla siebie pracę, inaczej będzie kiepsko – ze mną i moimi pozostałymi oszczędnościami, które już powoli topnieją.

