Latam tu i tam niczym wariatka. Jak zaczerpnę grypowego powietrza, to wrócę do domu, położę się do łóżka i zacznę chorować. Z dwojga złego już wolę mróz, co tak niby strasznie trzeszczał jeszcze jakiś tydzień albo dwa tygodnie temu, gdy większość (jeśli nie wszyscy) przeziębionych i zagrypionych siedziała w domach, zamiast pracować (i prawidłowo!).
Może i mogłabym zostać w domu, ale miałam dzisiaj kilka spraw do załatwienia. Na przykład złożyłam ankietę z wybranymi szkoleniami w Urzędzie Pracy. Jak się uda, to może nauczę się kompleksowo obsługiwać biuro i szybciej znajdować dla siebie pracę, inaczej będzie kiepsko – ze mną i moimi pozostałymi oszczędnościami, które już powoli topnieją.
Odgłosy petard rozlegały się przez cały wczorajszy dzień. Dopiero teraz zrobił się taki hałas, że miejscami przypomina to wojnę, bombardowania, ostrzeliwania. Niestety, po raz kolejny zdarza się, że ktoś będzie świętował nadejście 2009 roku hukiem wystrzałów z karabinów maszynowych, a nie fajerwerków.
Jaki był poprzedni rok? Przede wszystkim inspirujący. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się opisywać pewnych uczuć w tak głęboki sposób, niemal wyrywając każdy wyraz prosto z własnej duszy. Wczoraj przeszłam wręcz samą siebie.
Nowy 2009 rok może okazać się być całkiem pracowitym. Nie tylko pod względem kalendarza, ale i gwiazd. Chcę znaleźć nową pracę. Wymarzoną. W zupełnie innym miejscu niż dotychczasowa – oto moje postanowienie na ten rok.
Ostatni komentarz (autor i wpis)