To się okaże w najbliższy poniedziałek. Niby coś się stało, ale dalej nic nie wiadomo. Pojadę, zrobię swoje, wrócę i będę czekać na dalszy rozwój sytuacji. Możliwe, iż znów się okaże, że nic z tego nie wyjdzie, że nic się nie urodzi. Ileż to razy już tak było? Ileż już razy przeżywałam to samo z powodu porażki? Dlatego wolę zachować spokój, niż mieć banana na gębie.

Za długo trwa to całe oczekiwanie na lepsze czasy. Gdyby nie epoka freelancerska w moim życiu, która trwa od miesiąca, może dwóch, zamiłowanie do oszczędzania ostatnich groszy i parę osób, którzy wpadli, by pomóc za drobną przysługę, prawdopodobnie zdechłabym z głodu albo nie miała pieniędzy na bilet,  choćby w tę jedną stronę lub lekarstwa.

Dziś pojawiła się kolejna szansa. Tylko nie wiem czy stanie się kolejnym złudzeniem, czy też przerodzi się w coś trwalszego.

« »