Archive for September, 2008


Per aspera ad astra

Znacie historię Elizabeth Murray? Dziewczyny, którą wychowywał nowojorski Bronx, wpędzając ją jednocześnie w bezdomność, w brutalną walkę o przetrwanie, a mimo to w ciągu dwóch lat skończyła szkołę i dostała się na prestiżową amerykańską uczelnię w Harvardzie?

Udało jej się tego dokonać, bo w pewnym momencie zrozumiała, że jeśli nie postawi wszystkiego na jedną kartę, to życie, jakie dotychczas prowadziła, już nigdy nie ulegnie zmianie na lepsze, a wręcz odwrotnie – może znacznie się pogorszyć. To byłaby dla niej porażka, bo Lisa Murray za wszelką cenę chciała się wyrwać z dawnego środowiska, które przecież nie każdemu jest na rękę. Wiadomo – narkomani, alkoholicy (częstokroć niereformowalni – jak jej rodzice), różnej maści przestępcy – patologia to niemal synonim Bronksu.

Ta młoda, ponadprzeciętnie inteligentna i odważna dziewczyna zadała sobie wiele trudu, by przetrwać, postawić na swoim, odwrócić swoją życiową równię pochyłą w wędrówkę na szczyt. Tym samym stała się wzorem do naśladowania dla innych osób.

Per aspera ad astra – mawiał Seneka – przez trudy do gwiazd, przez ciężką pracę na sam wierzchołek kariery, ze slumsów na Harvard. Nie wierzę, że w Polsce – jak we wspomnianej wyżej dzielnicy Nowego Jorku – żaden trud się nie opłaca. Inaczej nie wsiadłabym do pociągu na drodze do Warszawy, dokąd skierowałam się po nowe życie i stawiam wszystko na jedną kartę, zupełnie jak Lisa.

Nie wiem co mnie czeka w przyszłości, ale jednego jestem pewna: nie chcę skończyć na samym dnie, nie chcę mieć gorzej od rodzonej siostry, która mimo ukończonych studiów, nie pracuje w wyuczonym zawodzie i marnie zarabia. Pragnę dorosnąć, a to się nie uda bez opuszczenia rodzinnego domu, gdzie wiele rzeczy jest mi podawane niemal na talerzu, bez wyrwania się z objęć nadopiekuńczej matki, która każdą wieść o wylocie z gniazda kwituje słowami z cyklu Nie poradzisz sobie. Ściema. Ja muszę sobie poradzić. Muszę nauczyć się latać.

Przełom?

To się okaże w najbliższy poniedziałek. Niby coś się stało, ale dalej nic nie wiadomo. Pojadę, zrobię swoje, wrócę i będę czekać na dalszy rozwój sytuacji. Możliwe, iż znów się okaże, że nic z tego nie wyjdzie, że nic się nie urodzi. Ileż to razy już tak było? Ileż już razy przeżywałam to samo z powodu porażki? Dlatego wolę zachować spokój, niż mieć banana na gębie.

Za długo trwa to całe oczekiwanie na lepsze czasy. Gdyby nie epoka freelancerska w moim życiu, która trwa od miesiąca, może dwóch, zamiłowanie do oszczędzania ostatnich groszy i parę osób, którzy wpadli, by pomóc za drobną przysługę, prawdopodobnie zdechłabym z głodu albo nie miała pieniędzy na bilet,  choćby w tę jedną stronę lub lekarstwa.

Dziś pojawiła się kolejna szansa. Tylko nie wiem czy stanie się kolejnym złudzeniem, czy też przerodzi się w coś trwalszego.

O szablonie słów kilka

Znów zabrałam się za tworzenie własnego szablonu na potrzeby tego bloga. Jak dotychczas udało mi się wykreować parę, niewiele różniących się od oryginału, plików. Inspirację odnalazłam dopiero po dłuższym czasie… w kilku innych theme’ach do WordPress’a. Pomysł na własny szablon wziął się stąd, że parę ostatnich miesięcy spędziłam na poszukiwaniach tematu, który by mi do końca odpowiadał. Nie znajdując takowego — postanowiłam zrobić go sama; połączyć ze sobą jedynie niektóre elementy z różnych, ciekawych szablonów i dodać przy okazji własne pomysły.

Mój cel wygląda tak:

  • zależy mi przede wszystkim na elastyczności layout’u, czyli takim opracowaniu arkusza stylów, aby przy jakiejkolwiek zmianie szerokości okna przeglądarki, ustawionej mniejszej lub większej rozdzielczości ekranu bądź czcionki, blog nadal był w pełni lub prawie czytelny (dla kogoś kto już zetknął się z jedną z książek Dan’a Cederholm’a, nie powinno to sprawiać większych kłopotów);
  • arkusz także powinien być łatwy do odczytania przez przeciętnego webmastera, dlatego postaram się o porządek na tymże polu (łącznie z zachowaniem spacji i średników, co nie wszyscy tak czynią);
  • użycie XHTML 1.0 Strict i CSS 2 — tu chyba wszystko jest jasne;
  • użycie PHP i MySQL tam, gdzie jest ono potrzebne;
  • zadbanie o podstawową dostępność;
  • wszystko ma być oparte o licencję Creative Common, czyli za darmo.

Tyle na dziś. Dobranoc.

Powered by WordPress | Theme: Motion by 85ideas.