Archive for July, 2008


Przyszłam na pierwszą rozmowę jakieś 10 minut przed czasem. Miła pani przywitała się i podała mi rękę. Zaczęłyśmy rozmawiać. Pokazałam jej zaświadczenie o ukończeniu kursu obsługi kas fiskalnych, zapewniłam, że obsługa komputera – przynajmniej w tym podstawowym aspekcie – jest mi również znana. Padłam na pytaniu o filmie i na kwestii dlaczego to ja powinnam zostać zatrudniona. W sumie, gdy piszę te słowa, jeśli tak bardzo zależy jej na tym, aby pracownicy związali się z firmą, to dobrze byłoby, gdyby ci pracownicy nie musieli zarabiać tak marnych groszy (chyba, że jest to okres próbny). Nie wiem czy powinnam żałować, że nie pokazałam jej orzeczenia o stopniu niepełnosprawności (oczywiście powiedziałam, że je posiadam). Ostatecznie się pożegnałyśmy i jak zwykle mam czekać na kontakt, którego może nie być (po prostu liczę się z taką opcją).

Drugiej rozmowy (też dotyczącej pracy, ale w innym przedsiębiorstwie) nie warto nawet wspominać. Strata czasu.

Próbuję złapać parę srok za ogon.

  • Wersja pierwsza (optymistyczna): przyjmują mnie na oba stanowiska i zaczynają o mnie walczyć, po czym wybieram jedno sama,
  • Wersja druga (realistyczna): idę tam, gdzie mnie wezmą,
  • Wersja trzecia (pesymistyczna): nigdzie nie idę, bo nikt mnie nie chce.

Tak czy owak: prawdopodobieństwo, że znajdę jakąś pracę, wzrasta o jedną trzecią. Odezwał się także ktoś, do kogo wysłałam pierwszy list motywacyjny w swoim życiu. Mocno się zdziwiłam, bo nie sądziłam, że zostanę zauważona, a tu – proszę bardzo. Nie wypada się jednak cieszyć zbytnio przed czasem, bo choć prawdopodobieństwo znalezienia pracy jest o połowę wyższe, to przeciwny wypadek nadal jest zbyt wysoki.

Gdzieś widziałam ten artykuł. Strona miała w sobie więcej błękitu, niż ta, którą właśnie przeglądasz, ale skrypt był zupełnie inny. Mówił przede wszystkim o priorytetach, oszczędzaniu i tym podobnych sprawach. Inne artykuły traktują o poradach na temat pracy, w rodzaju jak napisać życiorys, list motywacyjny czy jak zachować się wobec bliskich po utracie pracy. Naprawdę polecam, bo trochę mi to dało.

Będzie trudno, zwłaszcza gdy nie można liczyć na wsparcie rodziny ani nie ma się wystarczająco wpływowych przyjaciół. Wiem jedno – gdybym była zupełnie zdrowa, to już dawno nie siedziałabym w kraju, tylko szukałabym pracy poza jego granicami. Właściwie to mogę też postarać o pracę w zupełnie innym miejscu zamieszkania, ale w Polsce. Już raz próbowałam, jednak się nie udało. Wtedy się jeszcze wahałam czy warto, ale tym razem mam wybitną chęć do przeprowadzki i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby doszła ona do skutku.